piątek, 27 marca 2015

Rozdział 8

Reszta tygodnia ciągnęła się w nieskończoność. W czwartek miałam dwa testy, na które przygotowywałam się z Liamem. Opowiedziałam mu o tym co zaszło między mną, a Louisem. Nie powiem, ale nie był zadowolony. Troszczył się o mnie, ale jednak zakazywanie mi się spotykać z chłopakiem, było lekkim przegięciem z jego strony. Wyjaśniłam mu, że nie powinien był się tak zachowywać, przeprosił mnie za to i obiecał że od tej pory będzie po mojej strony. Ale zaznaczył, że jak coś nie będzie mu się podobało powie mi o tym, choć wie że ja i tak zrobię to co będę uważała za słuszne i właściwe dla mnie.
W piątek po zajęciach poszłam z dziewczynami do biblioteki, ponieważ we trójkę miałyśmy zrobić projekt na zajęcia u pani Tullisy. Cóż wiedziałyśmy, że cały piątek będziemy nad tym ślęczeć. Przynajmniej bibliotekę mieli dobrze zaopatrzoną, więc wiedziałyśmy że bardzo szybko nam z tym pójdzie. Czekałam na weekend z utęsknieniem, ponieważ rodzice obiecali mi ze spędzą go razem ze mną i Zaynem w domu. Bardzo rzadko się to zdarzało, więc byłam podekscytowana tą wizją. Już obmyślałam plan na najbliższe dwa dni.
Gdy wróciłam do domu, byłam tak cholernie głodna że gdy tylko przekroczyłam próg od razu wpadłam do kuchni. Oczywiście nikogo tam nie było, w sumie się nie zdziwiłam. Bardzo rzadko zdarzało się spotkać kogoś z domowników w domu. Zazwyczaj rodzice siedzieli sprawy w pracy, a Zayn się gdzieś szwendał.
Otworzyłam więc lodówkę chcąc znaleźć w niej coś pożywnego do zjedzenia. Miałam ochotę na coś ostrego, ale w lodówce nic nie było. Dlatego zabierając torebkę wyszłam z domu. Krążyłam po okolicy szukając jakiejś knajpki, w której będę mogła spokojnie usiąść i się posilić. Nagle, gdy skręciłam w prawo, gdzie był nowo otwarty lokal, dostrzegłam samochód mojego brata. Zdziwiłam się co on o tej porze może tutaj robić, zwłaszcza w piątek. Zatrzymałam się i obserwowałam go z ukrycia. Ubrany był cały na czarno, opierał się o maskę swojego samochodu rozglądając się nerwowo dookoła. Nagle coś przykuło jego uwagę, ponieważ przed starym budynkiem i obok niego zaparkował srebrny mercedes o dziwnej zagranicznej rejestracji. Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co chodzi i próbowałam jakoś poskładać to wszystko w jedną całość. Wtedy, gdy drzwi samochodu otworzyły się, a z jego wnętrza wysiadł Louis z dwoma postawnymi mężczyznami, już wiedziałam co ich sprowadza akurat w to opuszczone miejsce i dlaczego oboje się spotkali. Niestety stałam za daleko, aby dosłyszeć ich rozmowę, ale z każdą mijającą sekundą moje serce biło jak oszalałe, a dostęp do płuc coś blokowało. Oddychałam płytko, musiałam kucnąć aby się nie przewrócić. Wiedziałam, że prędzej czy później Zayn spotka się z Louisem. A ja zaufałam Louisowi, bo miałam nadzieję że jednak chłopak da spokój mojemu bratu, ale jakże się myliłam. Jaka ja głupia byłam myśląc, że diler narkotyków tak łatwo odpuści. Mogłam się domyślać, że coś jest na rzeczy i dlaczego Louis chciał się ze mną umówić. I wtedy to do mnie dotarło - brunet chciał spotykać się ze mną, aby być bliżej Zayna i móc mieć na niego oko, gdy ten będzie dokonywał transakcji. Jaka ja byłam głupia, myśląc że Louis coś do mnie czuje.

Tutaj cały czas chodziło o ciebie Maggie. Podobasz mi się cholernie i chciałbym się z tobą umówić. Twój brat nie ma tutaj nic do rzeczy, po prostu.

Okłamał mnie, mówił mi takie rzeczy patrząc przy tym prosto w oczy. Nie mogłam uwierzyć jaka ja byłam głupia wierząc mu.

Chciałbym, abyś poznała mnie z innej strony, nie jako studenta, czy jak to o mnie sądzisz handlarza narkotyków, którym rzecz jasna nie jestem. Po prostu chciałbym abyś ujrzała we mnie zwykłego chłopaka który ma bzika na twoim punkcie.

Głupia idiotka ze mnie, gdy uwierzyłam mu na słowo. Chciałam z nim spróbować, chciałam dać mu jedną szansę, a może coś by z tego wyszło, a Louis byłby tym jednym jedynym o którym zawsze marzyłam. Niestety, teraz wiem że nasz ,,związek” by nie wypalił. Nie byłoby takiej opcji, bo różnimy się od siebie. A tak bardzo chciałam z nim spróbować i móc w końcu powiedzieć: jestem szczęśliwa. Niestety życie zaskakuje mnie coraz bardziej, a ja niestety nie mam na to wpływu.

***

Wieczorem siedziałam w swoim pokoju i przeglądałam stare zdjęcia z poprzednich trzech lat. Zmieniłam się. Na każdym zdjęciu wyglądałam blado, miałam zaczerwienione i nieobecne oczy. Nie mogłam uwierzyć, że ja tak wyglądałam jeszcze kilka lat wcześniej. Na praktycznie każdym zdjęciu był Adam, mój były chłopak. Uśmiechał się do aparatu, jego oczy były zaczerwienione od alkoholu i używek. Zauważyłam podobieństwo między nami. Wyglądaliśmy identycznie, jakby ktoś wstawił między nami lustro. Po jednej stronie byłam ja – wykończona i nie podobna wcale do siebie, a z drugiej stał on.
Chciałabym cofnąć czas i nie sięgnąć po narkotyki, ale wiem że tego już nie zmienię.
Staram się nie myśleć o przeszłości i o moich głupich błędach, które popełniałam. Staram się myśleć teraz o przyszłości i tym co mam teraz. Najważniejsze są dla mnie studia, rodzice, moi przyjaciele. Nie liczy się Louis i jego chore pomysły, ani to czy chce ze mną być czy też nie. Liczę się ja, moje zdanie, moje życie. Chciałabym, żeby życie było prostsze. Żeby można było mówić: tak, tak, nie nie. A nie kombinować co tutaj zrobić, co powiedzieć, jak się zachować w danej sytuacji. Chciałabym żeby moje życie uczuciowe było proste. Takie jak życie Chloe. Ona ma Matta, z którym spotyka się sześć miesięcy i z którym wcześniej się przyjaźniła. Ich życie nie jest skomplikowane, Chloe nie ma strasznej przeszłości, która dręczy ją każdego dnia. Matt jest idealny. Takich chłopaków to trudno znaleźć, a tej wariatce udało się takiego upolować. Może powinnam poradzić się przyjaciółki co powinnam zrobić. Ale wiąże się to z moją straszną przeszłością, a której przyjaciółka nie ma pojęcia. A ja nie czuję się na tyle silna, aby jej o niej opowiedzieć, a także przeżywać tego na nowo. Przynajmniej nie teraz.
Zrezygnowałam z miłego wieczoru z rodzicami, wolałam zamknąć się w pokoju pod pretekstem zadania, które mam zrobić. A tak naprawdę to wspominałam przeszłość. Wiem, że nie było to dla mnie dobre ani trochę, ale cóż mogłam na to poradzić? Wzięło mnie na wspomnienia, a że one wcale nie były miłe to cóż, to właśnie cała ja. Skomplikowana, szalona, a zarazem zamknięta w sobie.
Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Zatrzasnęłam szybko klapę laptopa i rzuciłam się na łóżko z książką w ręce, którą rzekomo czytałam i która była mi potrzebna na studia.
- Proszę. - krzyknęłam nieco za głośno w stronę drzwi. Głowa Zayna po chwili wyłoniła się zza nich, a ja jęknęłam cicho widząc mojego brata wchodzącego do mojego pokoju. Był on ostatnią osobą z którą miałam ochotę dziś porozmawiać.
- Stało się coś? - zapytałam udając, że czytam. Kątem oka zauważyłam jak brunet zamknął za sobą drzwi i stał obok nich z rękami wciśniętymi głęboko z kieszenie spodni.
- Chodzi o pewną sprawę. - powiedział patrząc na mnie niepewnie. Zamknęłam książkę z głośnym trzaskiem, tak aby pokazać że jestem na niego zła. Patrzyłam na niego beznamiętnym wzrokiem czekając, aż rozwinie swoją myśl. Zayn w końcu usiadł na krześle stojącym przy biurku i odwrócił się do mnie przodem. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy, zauważyłam w nich zmartwienie, a to u niego nie zawsze się zdarzało.
- O co chodzi? - zapytałam, gdy nic nie odpowiedział.
- O Louisa. Mag posłuchaj mnie - Zayn nachylił się w moją stronę i kładąc łokcie na kolanach szepnął. - On jest niebezpieczny, wolałbym abyś trzymała się od niego z daleka. - wyjaśnił patrząc mi cały czas w oczy. Był taki przekonywający, aż trudno było mu nie uwierzyć.
- Co masz na myśli mówiąc, że jest niebezpieczny? - dopytałam.
- Wiem, że spotkał się z tobą na naszym osiedlu, powiedział mi to. Chciał się z tobą umówić pewnie. Ale to wszystko kłamstwa. Wciskał ci kity, że mu na tobie zależy, że jesteś dla niego ważna, że jesteś w jego typie, prawda? Ale to wszystko kłamstwa Maggie. Znam go nie od dziś i wiem, że nie jednej dziewczynie mówił takie rzeczy. Dlatego proszę cię bądź czujna, bo on coś kombinuje ale jeszcze nie wiem co.
Odjęło mi mowę. Nie spodziewałabym się, że Louis zwierzy się ze wszystkiego mojemu bratu. Zayn ma rację, chłopak jest niebezpieczny i zachowuje się jak ostatni kretyn.
- Widziałam was dzisiaj. - szepnęłam spuszczając głowę w dół. Skoro Zayn jest ze mną szczery, to ja postanowiłam być taka sama wobec niego.
-Co? Kiedy? - widziałam jak się wkurzył, a jego dłonie zacisnęły się w pięści. Oczy pociemniały, a żyła na szyi podwoiła swoje rozmiary.
- Wróciłam do domu i okazało się, że nie ma nic do jedzenia w lodówce. Dlatego postanowiłam poszukać jakiejś najbliższej knajpki niedaleko domu i wtedy na totalnym pustkowiu, wśród starych budynków zauważyłam najpierw ciebie, a późnej pojawił się Louis z dwoma kolesiami. - wyjaśniłam.
Zayn nic nie odpowiedział, patrzył tylko na mnie nieobecnym wzrokiem, a ja kontynuowałam.
- Zdziwiłam się dlaczego stoisz tam sam, ale gdy on przyjechał połączyłam fakty w jedno. Dlaczego z nim się spotykasz? Dlaczego nie możesz powiedzieć, żeby się od ciebie odczepił Zayn? To nie jest trudne, ale...
- Maggie ty nic nie rozumiesz. Nie mogę ot tak zerwać z nim kontaktu, to co nas łączy jest... - złapał się za włosy ciągnąc je.
- Nie mogę tego zrobić nie teraz.
- Dlaczego nie teraz Zayn, co cię z nim łączy?- chciałam złapać go za rękę, ale nie pozwolił mi na to. Wstał tylko z krzesła i zaczął chodzić po pokoju nerwowym krokiem.
- Nie mogę ci tego teraz powiedzieć, ale ostrzegam cię. Nie pakuj się w znajomość z nim, to straszny człowiek. - powiedział, po czym wyszedł z pokoju. Chciałam zadać mu tyle pytań, ale nie zdążyłam. Za to w głowie już układałam sobie plan jak dowiedzieć się tego co mój brat przede mną aktualnie ukrywał. Już zacierałam ręce w geście zwycięstwa wiedząc, że i tym razem wygram tą bitwę, albo z nim albo bez niego.

***

Sobotę i niedzielę spędziłam z Liamem. Nie mówiłam mu nic o moim iście szatańskim planie dotyczącym Louisa. Nie chciałam go tym jeszcze wkurzać, bo wiedziałam że zakaże mi to robić. A ja chciałam coś zrobić, coś po czym Louis odczepiłby się od mojej rodziny raz na zawsze.
W poniedziałek rano, gdy myłam zęby w łazience usłyszałam głośne krzyki dochodzące z dołu. Zdziwiłam się kto może się aż tak bardzo wydzierać, ale gdy tylko stanęłam na górze schodów i do moich uszu doleciała wiązanka przekleństw z ust mojego taty wiedziałam że kłóci się z Zaynem. Mój tata bardzo rzadko podnosił głos i przeklinał. Zazwyczaj działo się tak wtedy, gdy jakaś drużyna piłkarska której mój tata kibicował, przegrywała, albo gdy ktoś go mocno zirytował. I tak właśnie było dzisiaj. Kłócił się z Zaynem. Nie wiedziałam tylko o co, bo trudno było mi poskładać kawałki ich rozmowy w całość. Ale czy ja chciałam o tym wiedzieć? Nie. Nie obchodził mnie konflikt między nimi, ale też nie chciałam o tym wiedzieć. Miałam dość własnych problemów, aby jeszcze dobierać sobie do głowy ich. Przewróciłam tylko oczami i nucąc sobie jakąś melodię pod nosem wróciłam do łazienki. Spędziłam w niej naprawdę dużo czasu, wyszłam dopiero wtedy gdy krzyki na dole ucichły, a tata i Zayn wyszli z domu. Biorąc głęboki oddech wróciłam do swojego pokoju i zabierając torbę zeszłam na dół. Akurat, gdy schodziłam po schodach Liam wchodził do domu ze zdziwioną miną.
- Cześć, dlaczego Zayn wypadł z domu taki wkurzony? A jak się z nim przywitałem pokazał mi środkowy palec i powiedział spierdalaj? - Liam był wyraźnie zaskoczony takim zachowaniem mojego brata wobec jego osoby. Zayn może i nie zawsze był miły, ale kulturą nie grzeszył.
- Cześć Liam, fajnie cię widzieć. Napijesz się kawy? - zapytałam przechodząc do kuchni. Temat mojego brata nie był na liście zadań na dzisiejszy dzień.
- Maggie, o co chodzi? Co się z nim dzieje? - dopytywał siadając na stołku barowym i patrząc na mnie uważnie.
- Nie mam ochoty o tym rozmawiać Li. - powiedziałam dobitnie błagalnym głosem.
- Dlaczego? To ma związek z tobą? - dopytywał, nie dawał za wygraną, a ja nie mogłam dać się mu podjeść.
- Nie. I skończ ten temat. - poprosiłam stawiając przed nim kubek z parującym napojem.
- Dlacze...
- Dzień dobry dzieciaki. - do kuchni wszedł mój tata. Widziałam jaki był zmęczony kłótnią z Zaynem, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Byłam zła na brata za to, że tak traktował rodziców. To, że ojciec się o niego martwił, to chyba była normalna reakcja kochającego rodzica prawda? Nie wiem o co im poszło i naprawdę nie chcę wiedzieć, bo mnie to nie obchodzi. Ale jednak szkoda mi było taty, bo widziałam jak się martwił o tego idiotę niestety zwanym moim starszym bratem.
- Dzień dobry panie Malik. - Liam od razu odzyskał ten swój uśmiech, zarezerwowany tylko na jakieś nagłe przypadki takie jak na przykład ten.
- Proszę. - wręczyłam tatowi kubek termiczny z gorącą kawą w środku. Myślę, że przyda mu się ogromna dawka kofeiny dzisiejszego dnia, choć można śmiało stwierdzić że już Zayn pomógł mu się pobudzić dzisiejszego ranka.
- Dziękuje ci Maggie. Dobrze jest mieć cię w domu, to naprawdę szczęście. - tata posłał mi uśmiech i całując w czoło ulotnił się z kuchni.
Popatrzyłam na Liama, który przyglądał mi się z zaciekawieniem.
- No co? - zapytałam upijając łyk kawy ze swojego kubka.
- Nic – pokręcił głową - Lepiej się już zbierajmy, bo się spóźnimy. - oznajmił wkładając brudny kubek do zlewu i idąc w stronę salonu.
- I nie myśl, że tak łatwo ci odpuściłem temat który poruszyliśmy jeszcze przed chwilą. - dodał po czym zniknął z mojego pola widzenia. Ja mogłam tylko wypuścić długo wstrzymywane powietrze i uspokoić się choć na chwilę przed nieuniknioną rozmową z Liamem...

***

Gdy tylko przekroczyłam próg budynku uczelni czułam jak coś w moim brzuchu się zaciska, dłonie się pocą i robi się ciemno przed oczami. Bałam się spotkania z Louisem, bałam się go zobaczyć, bo wiedziałam że albo uderzę go w twarz, albo rzucę się mu w ramiona. Choć szczerze wolałabym drugą opcję.
Biorąc głęboki oddech, weszłam do sali pełnej studentów. Jak co dzień nikt nie zwracał na mnie uwagi, jedynie wstrząsnął mną widok Louisa siedzącego obok Chloe. Zazwyczaj chłopak, ze swoją grupką znajomych, siedzieli w innej części sali, ale akurat dziś musieli wybrać miejsce blisko nas. Już miałam usiąść gdzieś indziej, gdy Chloe zaczęła wymachiwać energicznie rękoma. Ze sztucznym uśmiechem ruszyłam na samą górę. Powiew świeżego powietrza zza okna owiał moją twarz, gdy zbliżałam się do nich. Serce biło mi jak szalone w piersi, a dłonie były całe mokre. Przełknęłam nerwowo ślinę i stanęłam obok ławki. Harry razem z Niallem, którzy siedzieli przy samym przejściu, wstali i ustąpili mi miejsca. Louis, którzy siedział obok Chloe patrzył na mnie uważnie, obserwował każdy mój ruch. Czułam się trochę osaczona przez niego, ale cóż miałam zrobić? Chciałam przecisnąć się dalej, tak aby usiąść między Chloe, a Kate, ale mocny uścisk dłoni Louisa na moim nadgarstku mi to uniemożliwił. Spojrzałam na niego, a potem na jego dłoń. Zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc dlaczego to zrobił, dopiero gdy powiedział wyjaśnił mi o co chodziło.
- Usiądź tutaj. - wskazał na swoje miejsce, a następnie przesunął się o jedno krzesło w bok, także teraz siedziałam między nim, a Chloe. Świetnie, pomyślałam sobie. Nie dość że jestem zdenerwowana to jeszcze będę musiała obok niego siedzieć.
Popatrzyłam na moje przyjaciółki, obie energicznie kiwały głowami ciesząc się i szczerząc do mnie jak głupki. Pokręciłam tylko głową i zamykając na moment oczy odetchnęłam głęboko.
Usiadłam posłusznie na wcześniej wskazanym przez Louisa miejscu. Chłopak nie krył zadowolenia, że może siedzieć obok mnie, natomiast ja czułam się nieswojo.
Chloe szturchnęła mnie w ramię i posłała oczko, Kate tak samo jak blondynka była bardzo podekscytowana i cieszyła się z takiego obrotu sprawy. No tak, przecież one nie wiedziały o mojej burzliwej przeszłości, ani o tym kim jest Louis dla mojego brata.
Wyjęłam z torby zeszyt i długopis i patrzyłam ciągle przed siebie czekając na profesora. Nie odzywałam się ani do dziewczyn, ani do Louisa. Nie miałam na to ochoty, ani nie miałam jakich tematów poruszyć, a nawet nie chciało mi się gadać. Z nikim.
- To kiedy idziemy na jakiś obiad? - zapytał Louis przerywając mój wewnętrzny monolog z samą sobą na temat tego co będę dziś robić po zajęciach. Odwróciłam głowę w jego stronę i przypatrywałam się mu uważnie. Nie mogłam uwierzyć że o to zapytał, już myślałam że zapomniał o tym, ale jednak nie.
- Znajdziesz na to czas? - zapytałam beznamiętnie, przejeżdżając wzrokiem po całym jego ciele. Zauważyłam,że miał na sobie białą koszulkę, a na to zarzuconą dżinsową koszulę, czarne spodnie i trampki.
- Oczywiście. To co dzisiaj? - zapytał patrząc na mnie wyczekująco.
- Dziś nie dam rady, muszę pomóc mamie w domowych obowiązkach. - odpowiedziałam, a Chloe siedząca obok mnie kopnęła mnie w nogę. Już miałam na nią krzyknąć, gdy przypomniałam sobie że przecież ona nie wie obok kogo ja teraz siedzę.
- Naprawdę? A twoja mama nie da sobie rady sama? - dopytywał. Widziałam, że obiad ze mną był dla niego bardzo ważny, ciekawa byłam tylko dlaczego i jaki miał w tym cel.
- Najwidoczniej nie. - i tym razem dostałam z łokcia w bok. Zaraz cię zabiję Chloe, pomyślałam posyłając przyjaciółce wściekłe spojrzenie.
- A nie może to zaczekać do jutra? Bardzo mi zależy, abyśmy się dziś spotkali. - powiedział smutnym głosem i z oczami zbitego pieska, a moje serce zatrzepotało na ten widok. Nie mogłam dać mu się tak od razu omamić, nie mogłam pokazać że zrobię wszystko gdy on tylko powie co mam zrobić. Nie, tak nie mogło być. Ale...
- No dobra. - zgodziłam się przewracając oczami. Chloe, aż zajęczała ze szczęścia, a ja powtórnie przewróciłam oczami.
- Świetnie, będę czekał na ciebie przed uczelnią po skończonych zajęciach. - oznajmił i do końca zajęć żadne z nas się do siebie już nie odezwało. Byłam zła na siebie, że mu uległam, byłam zła na niego że miał taki wpływ na mnie. Nie byłam wtedy sobą i działałam wbrew sobie i swoim regułom oraz zasadom.
Gdy moje ostatnie zajęcia tego dnia dobiegły końca, czułam się tak samo, gdy tylko weszłam tego na uczelnię. Zdenerwowanie połączone z podekscytowaniem były wybuchową mieszanką. Albo omdleniem, albo paplaniną której nie powstrzymam nawet jakbym chciała.
Louis tak jak obiecał czekał na mnie przed uczelnią. W swoich okularach przeciwsłonecznych oparty o mur uczelni. Stanęłam na chwilę przyglądając mu się z zaciekawieniem. Nie mogłam uwierzyć, że ten chłopak chciał się ze mną spotkać i że ja właśnie idę z nim gdzieś, gdzie będziemy tylko my we dwoje. Marzenia o spotykaniu się z tym chłopakiem sam na sam w końcu się spełniły. Ale jednak z drugiej strony w mojej głowie pojawił obraz długonogiej blondynki siedzącej na jego kolanach. Jasne, zapewnił mnie że nic ich nie łączy i że liczę się tylko jak, aczkolwiek mam nieodparte wrażenie że coś się za tym kryje. Postanowiłam zacząć się z nim spotykać, ponieważ chciałam mieć na niego oko i jego czarne interesy. Chciałam po prostu bronić własnego brata, chciałam zapewnić mu bezpieczeństwo, jako jednej z najbliższych mi osób.
Nagle Louis odwrócił głowę w moją stronę. Na jego pięknie wykrojonych ustach pojawił się uśmiech, który zapierał mi dech w piersiach. Nie mogłam uwierzyć, że umówiłam się z takim facetem. Chłopak odepchnął się od ściany i pewnym krokiem podszedł do mnie.
- To co idziemy? - zapytał z jeszcze większym uśmiechem na ustach. Kiwnęłam tylko głową na potwierdzenie, po czym ruszyliśmy przed siebie. Louis powiedział, że niedaleko stąd znajduje się przemiła knajpka o nazwie ,,Zaczarowany kącik”, w której można zjeść wszystko na co ma się ochotę, a dodatkowo studenci dostają dziesięcioprocentową zniżkę. Nawet nie wiedziałam, że jest takie miejsce. Nigdy nie przepadałam za takimi miejscówkami i nigdy nawet nie lubiłam jeść w takich knajpach. Zawsze z Liamem twierdziliśmy, że lepiej odżywiać się zdrowo, a nie jeść fast foody a później mieć problem ze zdrowiem.
Po niecałych dziesięciu minutach marszu doszliśmy na miejsce. Louis otworzył przede mną drzwi, a ja cicho mu podziękowałam. Usiedliśmy w najbardziej oddalonym kącie w pomieszczeniu. Louis poszedł coś dla nas zamówić, co miało być dla mnie niespodzianką. Już miałam mu powiedzieć, że sama potrafię coś dla siebie wybrać, ale nie zdążyłam bo zniknął mi z oczu. Wzruszyłam tylko ramionami nie mając na to wpływu. Ściągnęłam sweter i przewiesiłam go na oparciu krzesła. Zanim Louis wrócił do stolika mogłam się rozejrzeć po wnętrzu przytulnej knajpki.
Czułam się jakbym była na jakiejś łodzi. Ściany miały kolor beżu, a na ścianach zawieszone były obrazy przedstawiające morze, a także dodatki takie jak kotwice czy sznury. Podobało mi się tutaj i nie dziwię się teraz Louisowi dlaczego lubił tutaj przychodzić. Obrusy na stolikach miały kolor ciemnego morza, a dodatki były kremowe. Obserwowałam Louisa stojącego przy kasie. Właśnie wyjmował z tylnej kieszeni spodni czarny portfel i zapłacił za nasz posiłek, cokolwiek to było. Po chwili lawirował pomiędzy stolikami i usiadł naprzeciwko mnie przy okrągłym stoliku. Uśmiechnął się do mnie, po czym schował portfel do kieszeni. Obserwowałam uważnie każdy jego ruch, aż w końcu spojrzał na mnie.
- Wiesz, że istnieje coś takiego jak równouprawnienie wśród obydwóch płci? - zapytałam kładąc łokcie na stole i opierając na splecionych dłoniach brodę.
- Chodzi ci o rachunek?
Kiwnęłam głową.
- To drobiazg, naprawdę zapłaciłem grosze. Kelnerka to moja znajoma – wskazał na dziewczynę stojąca za ladą. - Dostałem jeszcze zniżkę. - uśmiechnął się do mnie ukazując całe swoje śnieżnobiałe uzębienie.
Nie mogłam uwierzyć, że on właśnie to robi. Zapłacił za nasz obiad, zaprosił mnie tutaj pod pretekstem spotkania się ze mną, tylko ja sama nie wiedziałam w jakim celu.
- Co zamówiłeś? - zapytałam zmęczonym głosem opierając się o oparcie krzesła.
- Spaghetti z klopsikami. - odpowiedział patrząc mi cały czas w oczy. Czułam się z tym niekomfortowo, ale w myślach powtarzałam sobie cały czas że robię to dla swojego brata.
- A co jeśli nie jadam mięsa? - zapytałam z poważną miną, pod którą krył się uśmiech. Genialnie było oglądać zakłopotanego Louisa, chyba nie spodziewał się takiego pytania. Przełknął tylko ślinę, po czym odpowiedział.
- Nie pomyślałem o tym.
- Ale i tak masz szczęście, uwielbiam mięso. - wzruszyłam tylko ramionami śmiejąc się z jego reakcji, a on posłał mi najbardziej wredne spojrzenie na jakie było go stać. A ja widząc go takiego wybuchnęłam głośnym śmiechem. Na szczęście było głośno, więc nie wzbudziłam u innych gości jakiejś reakcji.
- Nie wyglądasz mi na wegetariankę. - powiedział po chwili, gdy się uspokoiłam. Kelnerka przyniosła nam po szklance wody i mrugając do mnie odeszła od stolika.
- Dlaczego? - dopytywałam chcąc dowiedzieć się czemu akurat tak sądzi.
- Większość ludzi, którzy nie jedzą mięsa zachowują się dość dziwnie. Natomiast ty jesteś inna, całkowicie inna co mi się bardzo podoba.
Zamurowało mnie słysząc takie słowa. Nie spodziewałabym się, że chłopak ten chłopak powie mi coś takiego. Przełknęłam ślinę i krzyżując dłonie na piersiach patrzyłam na niego beznamiętnym wzrokiem.
- Ty też jesteś inny. Ktoś mógłby sobie pomyśleć, że jesteś normalnym chłopakiem, studentem który od czasu do czasu imprezuje. Ale tak naprawdę jesteś straszną osobą, która robi czarne interesy z innymi czarnymi charakterami. - powiedziałam patrząc na niego poważnym wzorkiem. Louis tylko wybuchnął śmiechem i kręcąc głową wydał z siebie dziwny jęk.
- Znowu wracamy do punktu wyjścia. Już ci mówiłem, że nie jestem nikim takim za kogo mnie uważasz. Jestem normalnym człowiekiem, jak ty czy ktoś inny.
- Ja nie jestem normalna. - wtrąciłam mu się w zdanie. Gdyby on tylko wiedział co było ze mną kilka lat wcześniej to by zmienił całkowicie o mnie zdanie.
- Jesteś i to mi się w tobie najbardziej podoba. - powiedział szczerze patrząc na mnie wielkimi, niebieskimi jak ocean oczami. Przełknęłam nerwowo ślinę, on naprawdę nic o mnie nie wiedział. Nie miał pojęcia, że mam spieprzoną psychikę przez takich ludzi jak on, nie wiedział że potrafiłam robić złe rzeczy w przeszłości, nie wiedział że byłam o krok od odejścia z tego świata. On nic o mnie nie wiedział. Nic.
- Przestań tak mówić, bo sobie stąd pójdę. - podniosło mi się ciśnienie na wspomnienie mojej przeszłości i tego jak Louis intensywnie na mnie patrzył. Miałam dość, miałam ochotę wstać i stamtąd wyjść, ale wtedy zobaczyłam kelnerkę idącą do naszego stolika. Niosła w dłoniach dwa talerze, znad których unosiła się para.
- Spaghetti dla państwa. - zakomunikowała stawiając przed nami talerze z jedzeniem. Mój brzuch wydał z siebie jęk zadowolenia. Nie wiedziałam, że jestem taka głodna, dopóki zapach spaghetti nie doleciał do moich nozdrzy.
- Dziękujemy – podziękował jej Louis, a ta jakby od niechcenia odeszła od naszego stolika. Odwracała się jeszcze co chwila patrząc na Louisa, a ja sobie pomyślałam że to ja jestem tą szczęściarą która siedzi z nim przy jednym stoliku i z którą teraz najchętniej chce rozmawiać. Tak! W wyobraźni, aż podskoczyłam z radości ciesząc się jak dziecko z tego co aktualnie się działo.
- Zauważyłem, że na uczelni jesteś bardziej rozmowna niż teraz. - zauważył popijając wodę.
Wzruszyłam tylko ramionami nic nie odpowiadając.
- Dlaczego tak jest? Nie chcesz ze mną rozmawiać? - zapytał, a ja popatrzyłam na niego. Jego niebieskie oczy wpatrywały się w moje z taką intensywnością, że myślałam iż zaraz zemdleję. Malutki uśmieszek błąkał się na jego ustach, a kciukiem masował dolną wargę. Poczułam jak coś zaciska mi się w brzuchu na ten widok. Odwróciłam więc głowę w drugą stronę.
- Nie wiem o czym mam z tobą rozmawiać. Ja cię nawet nie znam. - wyjaśniłam dłubiąc widelcem w resztkach swojego jedzenia. Chciałabym go bardo poznać, ale bałam się. Bałam się tego, że znów zaangażuje się w znajomość z jakimś chłopakiem, a on później mnie porzuci, bo jak stwierdzi - znudzę się mu.
- Milcząca dziś jesteś. - Louis oparł się na oparciu krzesła i dalej mi się przypatrywał. Popatrzyłam na niego niepewnie i gdy zobaczyłam jak się do mnie uśmiecha zrobiłam to samo. Sama nie wiedziałam co się ze mną działo i dlaczego tak się zachowywałam. Po prostu nie poznawałam samej siebie.
- Nie powiem, ale ty też. - zauważyłam wskazując na niego.
- To może opowiesz mi coś o sobie? - poprosił opierając łokcie na stole, a brodę na złożonych dłoniach.
- Ja? - zdziwiłam się – nie ma o czym opowiadać. - dodałam kręcąc głową. Jak mogłam mu powiedzieć, że przez ostatnie trzy lata moje życie było piekłem? Pomyślałby sobie, że jestem jakaś dziwna i przyciągam do siebie jakieś złe moce.
- No dawaj, nie czaj się. - zachęcał mnie.
- To może ja zadam tobie jedno pytanie, a ty mi jedno i tak na przemian co? - zaproponowałam modląc się w duchu, żeby się zgodził.
- Zgoda.
Zaczęliśmy się wymieniać pytaniami dotyczącymi naszego życia. Dowiedziałam się, że Louis ma cztery młodsze siostry, a jego mama jest w ciąży z następną dwójką. Nie ma dobrego kontaktu z rodziną, nie widział ich od ponad roku. Wyprowadził się z domu jak miał osiemnaście lat. Czasami tylko na początku wpadał do nich na niedzielny obiad i święta, a później kontakt im się całkiem popsuł i już nie czuje się za dobrze w domu. Dowiedziałam się też, że chłopak mieszka niedaleko uczelni, ma dobrze płatną pracę w firmie swojego wujka który jest informatykiem. Pomaga mu w naprawianiu sprzętu i nie tylko, robi też jakieś mniejsze zlecenia z których ma niezły dochód. Chciałby w przyszłości wyprowadzić się na wieś, aby wieść tam spokojne życie z żoną i dwójką dzieci. Pomyślałam sobie wtedy, że Louis nie jest taki zły i naprawdę nie wygląda mi na dilera narkotyków, aczkolwiek jestem zaskoczona że aż tak bardzo się przede mną otworzył. Cieszyłam się, że w końcu mogłam dowiedzieć się o nim czegoś.
- Przepraszam na momencik. - Louis wyjął z kieszeni spodni swój dzwoniący telefon i odszedł od stolika. Obserwowałam jak wychodzi na zewnątrz. Stał przed restauracją i żywo z kimś rozmawiał. Miałam idealny widok na niego przez duże okno. Nagle zauważyłam jak z tylnej kieszeni swoich obcisłych spodni wyciąga paczkę papierosów i wkłada do ust jednego, po czym podpala go zapalniczką. Wzruszyłam tylko ramionami i opierając się o oparcie wygodnego krzesła wyciągnęłam swój telefon z torebki.
Pięć nieodebranych połączeń, trzy smsy. To wszystko od Liama. On nigdy nie dzwoni do mnie tyle razy, no chyba że dzieje się coś naprawdę poważnego. Szybko oddzwoniłam, ale nie odebrał. Musiałam stąd wyjść i jak najszybciej znaleźć Liama. Zabierając torebkę i sweter wybiegłam z restauracji. Nie zważając na to jak wyglądam zbiegłam po schodkach. Nagle usłyszałam za sobą donośny głos.
- Maggie!
Nie odwróciłam się, nie mogłam. Musiałam znaleźć Liama i dowiedzieć się czy z nim wszystko w porządku. Nie odbierał moich telefonów, a on zawsze ma telefon przy sobie. Dzwonił do mnie więcej razy niż normalnie, co nie napawało mnie radością.
- Maggie zaczekaj! - wiedziałam, że Louis biegnie za mną, ale ja nie mogłam się zatrzymać. Nie teraz gdy czułam się tak jak się czułam, czyli okropnie.
- Maggie – wysapał Louis chwytając moje ramię i zatrzymując mnie w miejscu. Objął mnie w talii i przytulił mocno do siebie. Mogłam poczuć zapach jego perfum pomieszany z zapachem jego boskiego ciała.
- Co się stało? Zrobiłem coś nie tak? - dopytywał. Pokręciłam tylko głową odsuwając się od niego, nie mogłam logicznie myśleć będąc w jego ramionach. To by się dobrze nie skończyło.
- Nie, po prostu ja muszę już iść. - wyjaśniłam spoglądając w jego smutne oczy. Widziałam, że zadręczał się tym, domyślałam się że pomyślał sobie iż to przez niego zwiałam z restauracji.
- Dlaczego?
- Louis to nie twoja wina, po prostu coś się dzieje z moim przyjacielem i martwię się o niego. Muszę jak najszybciej znaleźć się w domu. - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy. Widziałam jak przetrawia te informacje i w końcu przemówił.
- Podwiozę cię.
Od razu się zgodziłam. Wiem że jakbym pojechał autobusem to w domu byłabym dopiero za godzinę, a tak mogę spokojnie skorzystać z pomocy Louisa.

***

Chłopak pędził ulicami Londynu, ale na szczęście dotarliśmy pod mój dom pół godziny później. Cieszyłam się, że przeżyłam tą szaloną jazdę ale też że mogłam poznać Louisa z całkiem innej strony.
- Dziękuję za podwiezienie. - powiedziałam naciskając klamkę w drzwiach. Już miałam wysiąść, gdy ręka Louis złapała mnie za ramię przytrzymując w miejscu. Odwróciłam głowę w jego stronę i popatrzyłam najpierw na jego dłoń, a potem na jego oczy. Zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc co się dzieje, dopóki jego ciepłe wargi nie dotknęły mojego policzka. Wciągnęłam głośno powietrze czując to czułe muśnięcie na swojej skórze, po czym odsunęłam się od niego.
- Dziękuje ci za mile spędzony czas. - powiedział odsuwając się ode mnie i posyłając mi znaczące spojrzenie.
Kiwnęłam tylko głową w jego stronę i wysiadłam z samochodu. Gdy tylko postawiłam stopy na chodniku i zatrzasnęłam za sobą drzwi po drugiej stronie ulicy zauważyłam kipiącego ze złości Liama.

______________________________________________________

Jak ja uwielbiam kończyć rozdziały w takich momentach! :)
Wracam do Was z nowym rozdziałem i pragnę przeprosić za moją długą nieobecność tutaj, ale naprawdę miałam dużo testów w tym tygodniu i nie miałam czasu kiedy dokończyć tego rozdziału. Na szczęście w przyszłym tygodniu nie mam już takiego szaleństwa i mogę w pełni oddać się pisaniu.
Następny spróbuję wstawić na początku przyszłego tygodnia, może poniedziałek może wtorek.
Przypominam, że jeśli macie jakieś pytania do mnie, czy to dotyczące bloga, czy też mnie, to zapraszam na aska KLIK bądź twittera KLIK
Chętnie odpowiem na każde pytanie :)
Miłego i mam nadzieję, że słonecznego weekendu Wam życzę :)
Buziaki!

3 komentarze:

  1. Narazie spokojnie :)
    Jestem zła na Mag ze tak łatwo mu sie daje ! :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi sie podoba :3 /Ada

    OdpowiedzUsuń